Tylko słowa

niedziela 27.06.2010r.

Równo rok temu, też w niedzielę, byłem na wycieczce w Dalikowie. Tak się złożyło, że i tej niedzieli byłem w tych okolicach. Zupełnie wycieczki nie planowałem. Ten rok pod tym względem całkiem chudo się rozpoczął. Zima bardzo późno opuściła moje rejony, trochę pracy i nie ma co ukrywać – wrodzona leniuchowatość :)) Co prawda troszkę już pojeździłem, ale o takich przejażdżkach nie warto wspominać.

Decyzja podjęta w jednej chwili, rower specjalnych przygotowań nie wymagał. Trochę obawiałem się braku kluczy rowerowych, narzędzi do ewentualnej zmiany dętki – wszystko, przez zapomnienie zostawione w Łodzi. Ruszyłem punktualnie o 11,00. Najpierw Ustronie i przez las do drogi Aleksandrów – Parzęczew. W lesie prawie zostałem rozjechany przez szalonego quadowca – nie rozumiem, jak można tak lasy rozjeżdżać, taki hałas czynić. Staje się to coraz większym problemem.

Dalej przez Stare Krasnodęby i Sobień do DK nr 72. Tu miałem zamiar zastanowić się, w którą stronę dalej „uderzyć”. Wylądowałem na stacji benzynowej w Prawęcicach. Przy lodach, pod parasolowym cieniem, przy mapie okolic zdecydowałem jechać dalej, w kierunku Poddębic i w zależności od samopoczucia skręcić w drogę powrotną lub kołować dalej.

Do Poddębic nie dojechałem. Wyczułem, że suport roweru, jego chyba najbardziej awaryjne miejsce, zaczyna powoli nie domagać. W Panaszewie odbiłem w prawo z myślą powrotu, byle nie tą samą drogą. Spokojnie, ciepło, z wiatrem, niestety, od przodu.

Po drodze przystanek przy starym wyrobisku, na potrzeby chyba piasku do autostrady, teraz zamienionym na spory i jak widziałem głęboki staw. Kierunek na Krzemieniew. Ładna, asfaltowa droga, trochę leśna, trochę przez pola. Stawała się jednak coraz węższa, by w końcu przy jakimś po PGR-owskim gospodarstwie zmienić się w szutrową.

Od tego momentu zaczęły się kłopoty. Pogubiłem się zupełnie. Jechałem na „czuja”. Ludzi, których można by zapytać o drogę – ani widu, ani słychu. Droga przez Dąbrówkę Woźnicką, Nadolną, Bardzynin, Hutę Bardzyńską to pasmo piachu, kamieni, szutru… Część przebyłem rower prowadząc, część jadąc po okrutnych wertepach. Za to widoki, przestrzeń, cisza, wynagradzały wszystko. O czas specjalnie nie dbałem.

Kolejny asfalt zobaczyłem dopiero w Ignacewie Folwarcznym. Tu już byłem niemal u siebie. Przez Ignacew Rozlazły, Nową Jerozolimę, Chociszew, Orłę do domu, do Grotnik.

W przybliżeniu trasa przebiegała jak na poniższej mapce. Nakręciłem i trochę przeszedłem 51km. W domu wylądowałem o godz. 16,00.

Mapa Polski Targeo
Powered by Targeo® | AutoMapa®

Niestety nie miałem ze sobą aparatu. Nie mogłem więc sfocić przejazdu.

Ta niedzielna wycieczka przekonała mnie w końcu, że czas na zmianę roweru. Tylko jaki? Najchętniej kupiłbym samą ramę i poskładał po swojemu. Starczy mi zapału i umiejętności?

Daj znać znajomym o tym wpisie 🙂