Arkadia

28-08-2011r.

Posileni ze wzmocnionymi siłami. Zwiedzanie rozpoczyna się znanym rytmem. Kupujemy bilety, przypinamy rowery do „łamikółek”. Tak tu jak i wcześniej w Nieborowie wydaje się bezpiecznie. Rowery stoją „na oku” strażników. Pozwolę sobie na cytat ze strony http://cosma.republika.pl Warto stronkę odwiedzić bo i informacji sporo i zdjęć doskonałych masa.

Założycielką parku w Arkadii była Helena z Przeździeckich Radziwiłłowa (1753-1821) żona Michała Hieronima Radziwiłła właściciela pobliskich dóbr i pałacu w Nieborowie…

…Żona księcia Radziwiłła Helena była osobą wykształconą, inteligentną, biegle władała jęz. francuskim i angielskim, wiele podróżowała, była wielką miłośniczką literatury a zwłaszcza poezji.. Ta dama dworu króla St. A. Poniatowskiego wyróżniała się urodą, elegancją i urokiem osobistym co pozwalało jej nawiązywać liczne kontakty towarzyskie. Jej zainteresowania kolekcjonerskie koncentrowały się głównie na rzeźbie antycznej, ale nie gardziła ich kopiami czy też „starożytnościami” średniowiecznymi, renesansowymi oraz innymi egzotycznymi okazami. Większość obiektów przez nią zgromadzonych ze słynną głową Niobe na czele pochodzi ze zbiorów petersburskich podarowanych jej przez carycę Katarzynę II – jej wieloletnią przyjaciółkę…

…Księżna Helena ulegając ówczesnej modzie, wzorując się na posiadłościach swych arystokratycznych przyjaciółek, a zwłaszcza rywalizując na tym polu ze swą najbliższą przyjaciółką Izabelą z Flemingów Czartoryską założycielką ogrodów w podwarszawskich Powązkach i Puławach zapragnęła stworzyć park romantyczny w stylu angielskim…

… Swój park księżna Helena nazwała Arkadią co było nawiązaniem do antycznego mitu o greckiej krainie powszechnej szczęśliwości i miłości, zamieszkiwanej przez pasterzy. Mit ten na skutek osobistej tragedii księżnej, a mianowicie śmierci w młodym wieku jej trzech córek wzbogacony został o widmo nieuchronnie czekającej wszystkich śmierci i stał się podstawowym wyznacznikiem koncepcji programowej parku stworzonej przez jego założycielkę.

Parkową aleją dochodzimy do stawu. Pewnie stąd wzięły sie całe tabuny komarów.
Dokuczały nam juz niemal do samego końca wycieczki. Jeja, jak one żarły!

Pierwsze ukazały się ruiny Domku Greckiego i Groty Sybilli. Podeszliśmy od,
jak się później okazało, złej strony i nie widzieliśmy znaku by nie wchodzić doń :).

Kolejno Łuk Kamienny i Dom Murgrabiego, Przybytek Arcykapłana, Akwedukt

Dochodzimy do Świątyni Diany z 1773r. z wyrytym napisem z sonetu Petrarki:

Tutaj odnalazłem spokój po każdej mojej walce.

Wewnątrz w reprezentacyjnej sali, zwanej Panteonem, głowy zadzieramy do góry i podziwiamy, podziwiamy i jeszcze raz podziwiamy. Półkoliste sklepienie, plafon, z malunkiem wyobrażającym Jutrzenkę. Stać i podziwiać, aż karki zdrętwieją!

Obok znajduje się Gabinet Etruski z równie ciekawym plafonem, przedstawiającym Amora i Psyche.

Komary tak nas żarły, że zwiedzanie stawało sie coraz bardziej uciążliwe niż interesujące. Decydujemy się więc ruszać w drogę powrotną. Już najkrótszą, afaltową drogą wracamy do Nieborowa i zaraz za parkowym ogrodzeniem odnajdujemy czerwony, rowerowy szlak. Ma nas poprowadzić przez las Bolimowskiego Parku do drogi Sochaczew-Skierniewice.

W pobliżu uroczej Polany Siwca…

…jadąc za czerwonym szlakiem, błądzimy okrutnie. Efektem musimy wracać, nadrobiliśmy spory kawałek. Mapa, którą kupiliśmy ok. miesiąca temu okazała się pełną błędów w oznaczeniach szlaków. W lesie gonimy niemal na całego. Chwila przystanku to uczta dla nienażartych, nienasyconych, krwiopijczych komarzyc. Nie umyka nam jednak, a właściwie to jakby zamiaru umykać wcale nie miał i nie strachał się wcale pewien, uroczy uszaty 🙂

Spotykamy po drodze inną rowerzystkę, która upewnia nas w drodze i kierunek właściwy wskazuje. Wkrótce trafiamy na asfalt, skąd po paru kilometrach wjeżdżamy do Skierniewic. Niestety, wybrany pociąg juz odjechał. Czekamy na kolejny w rodzinnym towarzystwie, korzystając przy okazji do małych, odświeżających oblucji i uzupełniamy płyny wodą z sokiem.

Czas mija. Dworzec, bilety, rowery targamy po kładkach nad torami – brak podjazdów. To chyba jedyna rzecz, o której zapomnieli „odnowiciele” skierniewickiego dworca. W przedziale rowerowym pojawiają się kolejni cykliści.

Wrażeniom brak końca – znak, że ekskursa udana wyjątkowo. Pogoda, mimo średnio dobrych zapowiedzi, dopisała doskonale. Liczniki pod domem wskazały, że przejechaliśmy 63km.


Pokaż Nieborów 29-08-2011 na większej mapie

Zapraszam do obejrzenia pełnej galerii zdjęć

Daj znać znajomym o tym wpisie 🙂