Cmentarzysko, dłutowski Łoś i leśne dusze.

12-04-2015r.

Wiosna? No nareszcie ciepło, miło, prognoza się sprawdza. Sobota piękna, czyli sezon działkowo-ogrodniczy trzeba było rozpocząć. Pracy całe mnóstwo albo i więcej. Planu nie było ale całkiem przyjemnie uprzątało się jesienno-zimowy nieporządek, to i spora część ubyła. Myśli krążyły już o niedzieli, bo to będzie rowerowy dzień i nikt mi nie przeszkodzi :). Sobotnie, przy grabiowe układanie trasy uzupełniło się wieczorem nad internetową mapą. Punkty docelowe miałem zapisane już od jakiegoś czasu ale trasa dojazdu do nich dopiero się kształtowała i ukształtowała.

Wczesna niedzielna pobudka, całkiem spore śniadanie (jak na mnie) i rzut oka za okno. Słońce jest, temperatura też ok, tylko drzewa jakoś tak się kiwają na boki. Wieje, a miał być spokój! Trochę mnie to zbiło z pantałyku, bo lekko zapewne nie będzie. Pocieszałem się, że sporo dróg mam leśnych, a tam wiatr nie powinien mocno przeszkadzać.

Trzeba przebić się przez pół Łodzi, potem Ksawerów i Pabianice. Tak sobie wymyśliłem, na udrękę swoją. Jechać asfaltem ul. Pabianickiej między Łodzią a Pabianicami to wysoki poziom adrenaliny, szczególny rodzaj szaleństwa, niemal masochizmu. Wybrałem na tym odcinku zakostkowany i pofałdowany wjazdami chodnik. Trudno, nawet w niedzielny ranek strach tam się pokazać na rowerze, nawet polcja mnie nie zatrzymała, a stała z suszarką na łowach. W Pabanicach znam mały myk i dzięki temu omijam centrum. Nad Dobrzynką i zaraz pierwszy przystanek na benzynowej stacji by butelkę z napitkiem zapełnić.

Dobrzynka

Wjeżdżam na drogę w kierunku Bełchatowa by po paru kilometrach odbić w Bychlewie na zachód i potem znowu na południe w kierunku Pawlikowic. I tak z asfaltowych dróg wpadam na przyleśne. Można odetchnąć. Skrajem lasu kieruję się do pierwszego celu, cmentarza żołnierzy niemieckich i rosyjskich z 1914r, z czasów I Wojny Światowej.

cmentarz

Zdziwko, którego właściwie być nie powinno, bo to zdziwko na normalność?. A jednak.

Ktoś tu bywa, ktoś pamięta – jest pamiątkowa, informacyjna tablica, są kwiatki, są znicze. Mimo, że wielu grobów już nie widać to w ich miejscach poustawiane są współczesne krzyże. To nie jest, nie była jednorazowa akcja, cmentarzysko ma swojego, stałego opiekuna.

krzyże

Z tej strony można dowiedzieć się troszkę więcej o cmentarzu, choć nie potwierdzam informacji o śladach po odwiedzających miejsce niechcianych gościach. Może to sprawia wczesno wiosenna aura, chłodniejsze poranki, wieczory, krótsze dni, że nie chce się tu tanim imprezowiczom zapuszczać. Poza tym ślady po nich jednak ktoś musiał posprzątać.

cmentarz

Na jednym z nagrobków leży taka oto pamiątka. Pewnie jakieś zwierze wykopało, pewnie jakiś człowiek je tu ułożył. Sto lat minęło, nie myślałem, że ta część człowieka jest tak trwała.

kości

Czas w drogę. Tym razem nie mam mapy papierowej, to zdaje się pierwszy raz. Posiłkuję się telefonem i zainstalowaną aplikacją Locus, oczywiście z mapami, z których można korzystać off line. Polecam, bo bez błędów docierałem w miejsca, a leśne ścieżki czy dukty nie były kłopotem. Właśnie kierując się do kolejnego miejsca przyszło mi najpierw zaliczyć taką leśną ścieżkę.

ścieżka

Lasem przyjemnie się jechało. Wiatr nie przeszkadzał, a droga, niemal leśna autostrada miała całkiem przyjazną dla rowerowych kół nawierzchnię.

leśna droga

Piękne okolice. Fajny las. Po drodze trafił się i mały, urokliwy stawik, zapewne wykorzystywany jako zbiornik p-poż, ale taki troszkę dziki, naturalny, pełen żabiego rechotu. Dobre miejsce na odpoczynek, choć zatrzymałem się tylko na małą chwilkę.

staw

Choć droga przez las całkiem długa to minęła bardzo szybko, za szybko. Na krótko wpadam na asfalt i znowu odbijam w leśne trakty już nie tak wygodne. Tym razem po prawej stronie mam dłutowskie jeziorko. Ani małe, ani duże. Za to ptaki mają tu zapewne doskonałe warunki dla siebie, bo słychać ich donośne odgłosy.

Dłutówek, jezioro

Za chwilkę kolejne miejsce, do którego dziś zmierzałem. Pełnowymiarowa makieta samolotu Łoś, który dokładnie w tym miejscu przymusowo wylądował 4 września 1939r.

Łoś

Skąd się tu wzięła i dlaczego nie będę tu opisywać tylko kolejny raz odeślę , tym razem do artykułu w czasopiśmie Skrzydlata Polska. Warto poczytać, bo historia samolotu jest bardzo ciekawa i właściwie toczy się do dnia dzisiejszego.

tablica pamiątkowa

samolot Łoś

Spacerowiczów tu sporo. Do granicy lasu i samochodowego parkingu paręset metrów, a od niego zaczyna się asfalt. Miejsce dosyć popularne, okolica z lasem, jeziorem i ciekawym miejscem sprzyja niedzielnym przechadzkom. Wieś Dłutówek, Borkowice i wjeżdząm do Dłutowa, prosto na tutejszy Urząd Gminy. W otwartym sklepie małe zakupy dla posilenia i jadę dalej. Na otwartym terenie dmucha całkiem soczyście. Chyba mam przez chwilę wiatr w plecy to i droga szybko pod kołami sie przesuwa. Właśnie za Dłutowem spotykam jadącą w przeciwnym kierunku grupę łódzkich cyklistów z fejsbukowych Rowerowych Sobót. Małe pozdrowienia i… każdy w swoją stronę.

Taki wietrzny przejazd (no przecież drogi zakręty mają i nie zawsze w plecy wieje) dobrą drogą spowodował, że znowu zatęskniłem za lasem. Troszkę na okrętkę jadę przez Leszczyny Małe, Tążewy, Dylew, Wolę Kazubową, Czyżemin. Ta okrętka spowodowała, że nawierzchnia drogi zmieniała mi się co chwilę. Takie urozmaicenie, znaczy nudno nie było. Kiedyś W Woli Kazubowej pracowałem i dlatego tam mnie przygnało.

droga

Tak trafiam do kolejnego lasu, zwanym Lasem Rydzyny. Kieruję do całkiem osobliego pomnika, który, jak wynika z napisów, ufundowany został przez Lasy Państwowe.

las Rydzyny

Ciekawa jest inskrypcja na kamiennej tablicy: pamięci tych których dusze żyją w poszumach tego lasu. Spotkałem się z teorią, że był to pomnik poświęcony sowieckim żołnierzom. Tablica z napisami, która tam się znajdowała została albo zdjęta albo zniszczona, a Lasy Państowe umieściły swoją. Kto wie, czy to nie jest prawda, bo środkowa część pomnika, w której znajduje się tablica Lasów jest zdecydowanie większa, a sama tablica nie bardzo pasuje do wnęki. Poza tym inskrypcja troszkę pasuje swoją wymową.

Las Rydzyny, pomnik

Stąd już niedaleko do drogi, którą prosto, przez właśnie Rydzyny, można dojechać do Pabianic. Tak też jadę. Znowu na swoją udrękę muszę pokonać okrutny odcinek Pabianice-Ksawerów-Łódź, znowu chodnik mi przyjaźniejszy (tym razem policji nie ma).

Wietrzna, rowerowa niedziela zaliczona, zaplanowana trasa przejechana od deski do deski. Urozmaicenie dróg było, ciekawe miejsca były, pot i łzy? Nie, tego nie było, bo i po co. Nie kilometry, jak widać, priorytetem były. Tych przejechałem troszkę ponad 78km. Mnie się podobało 😉

Jak zwykle zapraszam do pełnej galerii zdjęć

Las Rydzyny