Deszczowy rower czyli po co się jeździ w deszczu?

20-09-2015r.

Do tego dnia to właściwie znałem tylko typowe odpowiedzi, pewnie przez brak konkretnego doświadczenia. Taką rowerową jazdę można sobie tłumaczyć jakimś stałym cyklem treningowym, wielodniową podróżą na wyprawie gdy dni zaczyna brakować, chmurą nagłą, itp. Tym razem sam sobie dałem poznać inny powód – że niezbyt typowy?

Pierwotnym celem był Aleksadrów Łódzki, potem Kazimierz k. Lutomierska. Taka planowana od pewnego czasu kontrola rodzinnych grobów by zorientować się w porządkowej sytuacji. Prognozy pogody zapowiadały co prawda pochmurny poranek i przedpołudnie, dopiero od późniejszego popołudnia przelotne opady deszczu. Spokojnie więc. Spokojnie więc rano wsiadłem na rower. Po drodze na orlenowskiej stacji oczywiście mała kawa, której w domu wcześniej nie posmakowałem. Po wyjściu, na zewnątrz niebo coś jakby pochmurniało bardziej. Już troszkę mniej spokojnie, ale jednak nadal 🙂

Dalej w drogę i tak w pół, chwilę za Kochanówką, zaczyna kropić, trochę mocniej, wiatr, zaczyna padać, wiaaatrrr, pada, paaadaaa… Dobra, pod malutki daszek, zacina. Zaciągnęło się na dobre. To nie jest taki przelotny deszczyk. Na to przygotowany nie jestem, zupełnie nie jestem! Stoję chyba w jednakowej odległości od domu i od letniego siedliska. W domu mnie wyśmieją, a nie daj Boże jeszcze kichnę ze dwa razy. W Grotnikach mogę na spokojnie się wysuszyć, przebrać, w razie co wrócić pociągiem no i najważniejsze (!)… na wieszaku wisi sobie spokojnie rowerowa kurtka przeciwdeszczowa.

Tak oto pojawił się nowy cel deszczowej podróży – po kurtkę przeciwdeszczową. Za chwilę byłem cały mokry.

SzatoniaPo co się zatrzymałem pod przystankową wiatą autobusową? Sweterek ocieka, zimno jak diabli, dmucha jakiś „wisielczy” wiatr.

Jastrzębie GórneJeszcze mały postój i drobne zakupy w grotnickim sklepiku. Za chwię jestem przebrany w suche ciuszki, mokre wiszą przy kominkowym ogniu. Gorąca herbatka i małe co nie co. Nadal pada, wieje.

GrotnikiTelefonicznie ustalam godzinę odjazdu pociągu, ponowne przebieranie. Tym razem nie zapominam o celowej kurtce przeciwdeszczowej 🙂

Tęsknię za dawnym budyneczkiem stacyjnym. To już nie ten grotnicki dworzec, choć teraz może bardziej czysty, może bezpieczniejszy, ale drewniany budyneczek z malutkim, kasowym okienkiem mógł sie ostać.

Grotniki, dworzec PKPNie pamiętam kiedy ostatnio jechałem pociągiem z Grotnik. Była okazja do przypomnienia sobie kolejnych przystanków. Wszystkie jednakie, nawet kolorami się nie różnią. Kiedyś przyklejało się nos do szyby by zobaczyć jak stacja, jak dworcowy budynek wygląda – dziś wystarczy spojrzeć na jeden i wiadomo co będzie dalej. Żal patrzeć na niszczejące tło nowego.

Szybciutko. Łódź Kaliska. Nie pada. Już po południu – nie pada!. Do wieczora suuuchooo! Żeeesz!