Dolina Skrzatów, Budzynek i Dworek Kurczewskich

30-08-2015r.

Żar leje się z nieba, nic niezwykłego (?), to tylko koniec sierpnia. Na przekór… bo wczoraj wypatrzyłem na mapie, bo szukałem powodu (dla siebie przede wszystkim) by troszkę się urwać, by wiatru nieco poczuć, by zwykłą niedzielę w dzień niezwykły zmienić.

w drodze title=

Drogi prowadziły różne, nawet różnokształciste czyli takie jak lubię, urozmaicenie. Duraj, Orła, Chociszew, Mariampol do Florentynowa. Znam drogę i miejsca oprócz jednego i tam pierwsze zakręcenia kieruję.

Właśnie we Florentynowie swoją miejscówkę znalazła Dolina Skrzatów. Całość wymyślił i prowadzi Konrad Dzięcielewski Skrzatolog (jak sam siebie nazywa), „Profesor Skrzatologii”, można powiedzieć, że troszkę emerytowany harcerz, pedagod. O Dolinie pisze tak:

To świat, w którym poznasz Skrzaty, a One pozwolą Ci poznać baśniowe piękno natury.
To projekt, który stworzyłem by móc realizować pasję, zarażać nią innych by kreować rzeczy wielkie, acz skrzacie….
…Zajmuję się tematyką tych fantastycznych humanoidów od 10-ciu lat i odnajduję coraz to nowe zagadnienia, łączące się z historią prasłowian, a jednocześnie będące świetną nauką zrozumienia świata, oraz egzystencji w zgodzie z prawami natury….

Kibicuję chłopakowi, bo ma zwariowany pomysł, robi dla dzieciaków (małych i dużych) tzw dobrą robotę i jak widzę, na przestrzeni paru lat, nie poddaje się chwilowym upadkom. Walczy, a podobno ten kto walczy nadal jest zwycięzcą.

…W gęstwinie dębowej puszczy, w starych konarach okrytych mchami i porostami, bijącymi swoją soczystą zielenią, kryją się białowłose niewiasty i białobrodzi mędrcy. Niewielcy wzrostem-tak by zamieszkać w dziupli, czy mysiej norze i najeść się do syta owocami jagody, leszczyny, bzu, czy poziomki. Nasze siostry i bracia mniejsi. Piastowie wiecznej słowiańskiej puszczy. Plonki i Skrzęty – Skrzaty… (źródło)

Hm, skrzaty i Skrzatolog zdaje się lubią długo pospać, pewnie szczególnie w niedzielę bo wrota tej krainy zastałem zamknięte. Nic to będzie jeszcze okazja 🙂 Tak czy inaczej miejsce gorąco polecam. Zabierzcie ze sobą dzieciaki, swoje i sąsiadki i jedźcie posłuchać baśniowych historii, zajrzeć do skrzaciej krainy.

Dalej znowu troszkę leśnych ścieżek, piachów, szutrów i asfaltów by przez Budzynek… ooo, stop. Na skrzyżowaniu spoglądam w stronę znanego, drewnianego kościółka i w oddali widzę kolorowe, jarmarczne kramy, namiotowe stoiska z tanimi zabawkami. To znak, że w kościele pewnie dziś odpust. Okazja by do wnętrza zajrzeć. Zawracam i zatrzymuję się pod samą furtką kościelnego placu, czytam jakieś parafialne ogłoszenia, a w międzyczasie każdy wchodzący przez furtkę wita się ze mną jak z dobrym znajomym, z paroma osobami zamieniam kilka grzecznościowych zdań. Miło, troszkę zdziwony jestem ale naprawdę to miłe 🙂

Budzynek, kościół

Odpustowa msza jeszcze się nie zaczęła, kościół otwarty to korzystam z okazji. Tak, wiem, strój trochę nie teges, ale … tylko na chwilkę przecież. Tyle razy tu byłem i zawsze zamknięte więc…

Budzynek, kościół

Malutkie wnętrze, skromnie acz całkiem przytulnie. Wielu parafian tu się nie pomieści, na codzień pewnie wystarczy, dzis ławki na zewnątrz ustawione. Chwilkę tu tylko spędzam, miejsce już opisywałem i na stronie znajdziecie je z łatwością.

Dalej w drogę. Psary, Brudnów, Antoniew w stronę Tobolic. To dzisiejszy cel. Tu znajdę troszkę, nawet bardziej niż troszkę zapomniany dworek rodziny Kurczewskich. Mijając Brudnów w stronę Poddębic trzeba skręcić w prawo, w kierunku wsi Antoniew. Mniej więcej po trzech kilometrach na skraju lasu w małą, słabo widoczną leśną drogę w prawo i po około stu metrach …

Tobolice, dworek

Słabo z wiadomościami na temat historii miejsca. Wiadomo jedynie, że ok. 1919r. w dworku wydarzyła się tragedia. Niemal cała rodzina Kurczewskich została wymordowana przez bandytów. Ocalała jedna osoba, ostatnia z rodu. Możecie wyobrazić sobie co w dworku się wtedy działo? Jak w czasie pewnie jednej nocy cały świat Kurczewskim się zawalił, jak beznadziejna była ich sytaucja i może zdawali sobie z tego sprawę? Dziś, zgodnie z info z sieci, dworek jest własnością prywatną. Dostęp póki co jest bezproblemowy. Do najbliższych sąsiedzkich zabudowań trochę daleko, wokół pola pełne kukurydzy. Cisza i pustka.

Tobolice, dworek

Budynek jest w stanie opłakanym. Jeszcze chwila, może parę miesięcy a zawali się dach i zupełnie wszystko ulegnie ruinie. Wokół zabudowania gospodarcze w podobnym stanie, widać, że od czasu do czasu urządzane sa tu kiepskie, tanim winem i piwem zakrapiane imprezy. Wnętrze w totalnej rozsypce. Wyobraźnia tylko podpowiada obrazy dawnej świetności dworu, rozmieszczenia, urządzenia pokoi – salonik, sypialnia, biblioteka, gabinet, kuchnia…

Tobolice, dworek

Urzeka zarys parku i dawny sad. Co prawda równie zapomniane ale widać, że kiedyś były pieczołowicie dbane. Jabłek i gruszek pod starymi owocowymi drzewami całe mnóstwo, nie pojadłem, nie było co wybrać, wszystkim opiekują się dziś osy i muchy – trzeba przyjechać tu kiedyś trochę wcześniej i skorzystać.

sad w Tobolicach

Park pełen lip z przepiękną aleją. Pszczoły szaleją tu w lipcowe wieczory. Może stała gdzies pasieka? Dawno tu gospodarza nie było ale i tak jest czym oko zachwycić.

Tobolice

Oj, to miejsce to taki dzisiejszy rodzynek w upalnej wycieczce. W parku można ochłonąć, w dworku Kurczewskich wyobraźnią obrazy dawnego życia przywołać.

Wracam na szutrową drogę by między polami kierować się w stronę Domaniewa.

w drodze

Znowu znanymi już drogami przez Brudnów, Stefanów, Hutę Bardzyńską, Anastazew na mostek przy młynie w Nowomłynach, który wielokrotnie opisywałem. Tutejsza Bzura zawsze płynie jakoś troszkę inaczej 😉 Dziś odkrywa troszkę więcej – efekt tegorocznej suszy.

Nowomłyny, Bzura

Parę kółeczek zostało by jakoś tak troszkę naokoło przez grotnicki las wrócić wczesnym popołudniem do letniego siedliska.

Oczywiście nie zapomnijcie zajrzeć do pełnej galerii zdjęć.