Dworek Kloczkowskich, czyli Las Wiączyński raz kolejny

25-06-2015r.

Przy okazji odstawienia czterokołowca do jakiejś drobnej naprawy miałem okazję wracać do domu rowerem. Stąd dwa kroki tylko, czemu więc nie zajechać kolejny raz do wiączyńskiego lasu i wreszczie odnaleźć miejsce, w którym jeszcze nie byłem?

Dworek Kloczkowskich stał się więc celem krótkiej, popołudniowej ekskursy. Miejsce oczytane, na mapie kilkakrotnie palcem i komputerową myszką odwiedzone, a jednak telefonicznego gps’a musiałem odpalać by tę właściwą ścieżkę odnaleźć. Może inna pora roku dojście by lepiej odsłoniła – czerwcowa, bujna i nad wyraz wyrośnięta zieleń krzaczorów i chaszczy wszelakich skutecznie dróżkę zasłaniała. Oj, pokrzywy dały mi sie we znaki.

dojście do dworku w Lesie Wiączyńskim

Osłaniając się troszkę rowerem, parząc nogi wysokimi pokrzywami przedzieram się ledwie widoczną ścieżyną i po chwili, między drzewami widzę zarys budynku.

dworek w Lesie Wiączyńskim

Od razu rzuca się w oczy, że budynek jest w totalnej ruinie. Muszę przejść dookoła by znaleźć główne wejście.

wejście do dworku

Troszkę historii, którą znalazłem w tym miejscu:

Dworek był pierwotnie leśniczówką. W latach 20. kupił go Józef Kloczkowski, łódzki mieszczenin, ochotnik z 1920 r., żonaty z Oktawią z d. Piotrowską i rozwinął – oprócz gospodarki rolnej na resztówce (kilkanaście ha) także gospodarstwo sadownicze, a nawet piekarnię. Aresztowany – jako działacz polski przed wojną – przez Gestapo, zmarł w Oświęcimiu w 1941 r. (symboliczny nagrobek na cmentarzu w Mileszkach). Miał czwórkę dzieci – najstarsze – Maria – chorowało od wieku dziecięcego na raka, wychowywane było przed wojną przez ciotkę, Marię z d. Piotrowską zam. Skarżyńską, żonę ówczesnego pracownika polskiego wywiadu (Ekspozytura II Oddziału II Sztabu Głównego) Józefa Skarżyńskiego. Zmarła w 1940 r. z powodu zaprzestania leczenia w związku z wojną. Kolejne dziecko, Mikołaj, zostało rolnikiem. Dwoje ostatnich dzieci, Hannę i Kazimierza, wychowywał po wojnie Józef Skarżyński, który w czasie wojny był oficerem AK (kpt służby chemicznej, organizował produkcję granatów, brał udział w powstaniu), a po wojnie – profesorem Akademii Medycznej (życiorys w PSB, nieprawdziwy co do okresu przedwojennego) – w latach 50/60 przyjeżdżał on tu na wakacje, i wspomniane książki należały do niego. Zmarł w 1975 r.
Wdowa Oktawia z trudem radziła sobie z utrzymaniem gospodarki (polityka rolna PRL), tym bardziej, że między jej dziećmi doszło do konfliktu o ziemię. Najmłodszy Kazimierz (ostatecznie dr medycyny, urolog w Fuessen w Bawarii) zrobił kurs ogrodniczy i na tej podstawie – zgodnie z ówczesnym prawem dotyczącym dziedziczenia gospodarstw rolnych – przejął po śmierci matki budynek i część ziemi, co doprowadziło do sprawy sądowej i zerwania kontaktów rodzinnych. Kazimierz Kloczkowski opuścił Polskę w końcu 1980 r., potem kilkakrotnie do Polski przyjeżdżał (ostatnia informacja o latach 90.). Konflikt skutecznie zniechęcił córkę, Hannę, też lekarza, do zajmowania się sprawą dworku. Z oczywistych względów pomijam szczegóły rodzinnej kłótni o ziemię.
Mikołaj zmarł w latach 90., a rodzina sprzedała przyznaną mu część gospodarstwa i przeniosła się na Śląsk.
Józef Skarżyński wraz ze swą żoną po kapitulacji nie poszli do niewoli, ale jako “cywile” przeszli przez Pruszków, a potem dotarli do Wiączynia (przechodząc granicę GG) i tu ukrywali się do 1945 r. – mimo że na gospodarstwie oficjalnie siedzieli jacyś Volksdeutsche – ci pewno się już mocno bali i przymykali oczy. Jak przyszli Sowieci, to znaleźli J.S. – miał on wtedy długą brodę – i doszli do wniosku, że to “Jewrej” i trzeba go zabić. Z trudnością przyszło odwieść ich od tego pomysłu.
Wiosną 45 w dworku kwaterowało dowództwo brygady artylerii, wchodzącej w skład 2 Armii “WP”. – Oczywiście, sami Sowieci. Jeszcze nie trzynastoletniej Hannie z trudem udało się uniknąć “zalotów” dowódcy brygady (musiała uciekać do pobliskiego lasu).

Wnętrza – właściwie to ich nie ma. Widać, że i jakis pożar się tu przytrafił, stropy zawalone. Zdaje się, że najczęstszymi goścmi są tu miłośnicy tanich trunków i kiepskich zabaw.

Dworek Kloczkowskich

Dworek Kloczkowskich

Żal, bo bryła budynku wydaje się okazała i pewnie za czasów swej świetności prezentowała się okazale. Szkoda, że miejsce jest tak zaniedbane. Czy naprawdę nie ma sposobu by chronić takie miejsca, nawet gdy są one nadal w prywatnych rękach?

Dworek w Lesie Wiączyńskim

Pora mi wracać. Komary tu tną niemiłosiernie, a i po powrocie do domu musiałem usunąć kilka kleszczy. Zahaczam jeszcze o leśny staw i jedną z ulubionych dróżek, oczywiście ze względu na krajobraz.

staw w Lesie Wiączyńskim

Las Wiączyński
Zajrzyjcie też do pełnej galerii zdjęć w tym miejscu.

 

Daj znać znajomym o tym wpisie 🙂