Grądy nad Moszczenicą na dwa razy.

Grądy nad Moszczenicą

11-09-2016r.

Były grotnickie Grądy nad Lindą to i Grądy nad Moszczenicą muszą tu swoje miejsce znaleźć. To kolejne dla mnie takie miejsce, które znam od … ho, ho albo i dawniej. I ponownie nie mam pojęcia jak to się stało, że do tej pory miejsca swojego w „naokoło” nie miało.  Może właśnie dlatego, że dla mnie moszczenickie grądy były czymś normalnym, naturalnym, niemal codziennym. Dziś już inaczej patrzę na Grądy nad Lindą czy Moszczenicą. Stały się takim ciekawym, kolejnym celem rowerowych wycieczek. Jedziemy?

Leśna autostrada? Tak, tym razem też nią jadę, ale już nie skręcam w boczne ścieżki tylko obok informacyjnej tablicy prosto, granicą lasu, przez wieś Komorniki.

Grądy nad Lindą

Potem przez wszystkie Dąbrówki (jest ich kilka), przejazd nad autostradą (tą prawdziwą, nie leśną), Jeżewo, w którym w marcu było rowerowe ognicho i dobijam do Szczawina. Tu chciałem zahaczyć o miejscowy cmentarz z żołnierskimi kwaterami z czasów I Wojny Światowej i spojrzeć na kościół, a może i uda się wnętrze zwiedzić.

Po drodze jednak zalew, całkiem spory, na rzece Czerniawce. Z jednej strony las, z drugiej ogródki działkowe. Ładnie i widać, że działkowicze dbają.

Zalew na Czerniawce w Szczawinie

Przed lasem skręcam i wzdłuż jego granicy jadę do Szczawina. Po drodze mam cmentarz. Po krótkich poszukiwaniach przy ogrodzeniu znajduję żołnierskie kwatery.

cmentarz w Szczawinie

Miejsce pod murem nie jest właściwym. Przeniesienia dokonano w latach ’70 XXw. Pochowano tu żołnierzy niemieckich i rosyjskich tak w zbiorowych mogiłach jak i w pojedynczych grobach. W czasie wojny była to największa żołnierska kwatera w okolicy.

cmentarz w Szczawinie

Jeszcze jedna ciekawostka z tutejszego cmentarza (jest ich więcej, ale innym razem). Pochowany tu jest oficer z czasów napoleońskich, Józef Smoleński. Bardzo ciekawy jest jego nagrobek z ozdobą w formie nakrycia głowy francuskich kirasjerów (nazwa pochodzi od kirysu, zbroi osłaniającej korpus jeźdźca) co wskazuje na przynależność do tej tej formacji. W początkach swojej historii kirasjerzy to była ciężka, konna jazda, w napoleońskich czasach to już normalna formacja liniowa.  W latach Księstwa Warszawskiego był jeden polski 14 pułk kirasjerski. Razem z napoleońską armią brał udział w wojnie z Rosją, m.in. w bitwie pod Borodino. Francuscy kirasjerzy przetrwali do 1914r. natomiast do dziś istnieje pułk w Włoszech stanowiący prezydencką gwardię honorową.

cmentarz w Szczawinie

W drogę, nie odległą bo za chwilę zatrzymuję się przed kościołem p.w. św. Stanisława Biskupa i Męczennika. Nowy, ładny, nie za duży, taki wiejski kościółek. Wcześniej stał tu drewniany, który spłonął w marcu 1987r.

kościół w Szczawinie

Drzwi otwarte, ludzie po malutku się schodzą to i mam chwilkę by zajrzeć do środka. Coś dla ducha i zwiedzam. Zdjęć robię sporo, wszystko ok. Dopiero w domu widzę, że ani jedno zdjęcie nie zapisało się na karcie pamięci. Ani jedno zdjęcie tylko z wnętrza kościoła(!), wszystkie pozostałe zapisały się prawidłowo. Cóż, jest powód by ponownie tam pojechać.

Wracam tą samą drogą i trafiam na…

Szczawin

… co prawda jeszcze impreza się nie zaczęła ale już gwarno, stoiska pełne miejscowego dobra, orkiestra głośno i skocznie się rozgrzewa. Oj będzie się działo.

Szczawin
to zdjęcie nazwałem „za kolanko”
Szczawin
i jak tu nie wierzyć ludowej prawdzie

Szczawin

Piwka nie strzeliłem, taki ze mnie strzelec jak z koziej… no jak bym do domu wrócił?

Przy wspomnianym już zalewie, obok leśniczówki skręcam w las. Trochę piachu pod kołami. Kilka skrętów i trafiam na

info

Jednak do rzeki Moszczenicy jeszcze kawałek, trzeba trochę przebijać się przez krzaczory, no taką ścieżkę tym razem wybrałem. Wkrótce jednak jestem u celu

Grądy nad Moszczenicą

Grądy nad Moszczenicą

Grądy nad Moszczenicą

Grądy nad Moszczenicą

Cisza, spokój, tak lubię. Ścieżką wzdłuż rzeki daje radę przejechać. Zdecydowanie bardziej nadaje tu się rower górski, na grubszych i z agresywniejszym bieżnikiem kołach. Swoją kogę muszę czasami poprowadzić. Cały czas kierowałem się ścieżką wzdłuż rzeki w kierunku zachodnim. Czas uciekał niemiłosiernie, a widoki takie, że trudno się nie zatrzymać choćby na chwilkę.

Wkrótce opuszczam rezerwat i wjeżdżam na piaszczystą drogę między działkami w kierunku Kęblin. Ależ tu okolica, jakże ludziska wiedzieli gdzie zbudować swoje letnie siedliska. Teren leciutko pofałdowany, poprzecinany małymi strużkami, na których powstały przy domowe stawy, mniejsze i większe. Zielone łąki z kępami drzew po jednej i las po drugiej stronie.

w drodze

most na Moszczenicy

Wjeżdżam do Kęblin, ostry skręt na południe, przez Wolę Branickę do Białej, obok drewnianego kościoła, już wielokrotnie przeze mnie tu opisywanego. Dalej chwilkę Zgierską drogą i ponownie w las by przez Rosanów czy raczej jego południowymi granicami dobić do Lućmierza. Można oczy zamknąć, dalej las Grotnicki…

Nad Moszczenicą spędziłem dwa dni – właściwie to specjalnie by je tu opisać. Powyższa mapka to przejazd pierwszy.  Jednego dnia wyraźnie było mało by fotograficznie spenetrować moszczenicki rezerwat. Dlatego kolejnej niedzieli taka powtórka z rozrywki. Trasa troszkę inna, rezerwat przejechany cały, oczywiście ta jego część najciekawsza. Pewnie w kolejnym roku przejadę całą ścieżkę nad Moszczenicą do granicy lasu w Swędowie, o który tym razem tylko zahaczyłem.

Zapraszam do dwóch galerii zdjęć – jest co oglądać, zielonością przyrody można nastrój sobie poprawić, bo tekst piszę w chłodny, pierwszo śniegowy, listopadowy wieczór.

Grądy nad Moszczenicą 11-09-2016

Powyżej galeria z pierwszego, a niżej z drugiego dnia wycieczki, tu zdjęcia można przesuwać,  ale polecam kliknięcie i oglądanie na pełnym ekranie.

Grądy nad Moszczenicą cz.II 18-09-2016

i oczywiście druga mapka przejazdu

Muszę tu napisać, że pierwszej niedzieli miałem jechać w zupełnie inne miejsce. Grądy nad Moszczenicą pojawiły się za przyczyną innego rowerowego zatraceńca, Maćka z Koluszek, z którym wstępnie byłem ustawiony na spotkanie w Ciosnach. Plany koledze troszkę się pokrzyżowały, a mi zostały dwa piękne rowerowe dni.