Kazimierz

27-09-2015

Częsty kierunek. Obowiązki tak mają do siebie. Choć faktycznie gdy pomysłów brak to zawsze jakiś się znajdzie 😉 Tym razem drogę wybrałem troszkę inną, tak w jedną jak i drugą stronę. Troszkę się pokryły, ale to w granicach miasta, które właściwie z każdym mijającym samochodem troszkę się zmienia. Fajnie się jeździ miastem po takich ścieżkach.

Przez Rąbień i Rąbień AB kieruję się nieco na południe by spenetrować wypatrzony wcześniej na mapie cmentarz ewangelicki. Małym, krótkim lasem bo nekropolia na jego drugim krańcu. Jak się okazało to właściwie resztki cmentarza. Miał być nowy, duży krzyż ale nie znalazłem. Brak ogrodzenia. Nie widać by ktoś tu zaglądał, choć jakieś pojedyncze, stare znicze stoją. Brak zupełny informacji o miejscu albo złe pytania zadaję. Tak czy siak, widok smutny.

Teraz to już prosta droga do Kazimierza. Asfalt ładnie prowadzi i po kilku kilometrach wjeżdżam w granice wsi. Tak, to nie jest miasto, choć na takie wygląda. Ma rynek, co prawda bez swojej pierwotnej funkcji ale jest. Zapewne do dziś toczy się tu główne życie. Zadbany niczym parkowy skwer. Są ławeczki, trawniczki i mały, ogrodzony placyk zabaw dla dzieci. Od wielu lat tu jeżdżę, od dzieciństwa i pamiętam jeszcze kocie łby na drogach, furmanki z warzywami i tę dzielnicę stodół. Ustawiono je w pewnym oddaleniu od centrum kiedyś miasta ze względów pożarowych. Chyba i tak cud, że do dziś przetrwały, choć wydaje mi się, że ich liczba jakby się zmniejszała, a szkoda.

Parafialny cmentarz z roku na rok w coraz lepszym stanie i oczywiście coraz mniej miejsca na nim. Jest tu i żołnierska kwatera z września 1939r. Pochowano kilku żołnierzy z 31 Pułku Strzelców Kaniowskich. I wojna Światowa też zostawiła swój ślad. W 1914r. od armatnich, niemieckich pocisków mocno ucierpiał neogotycki kościół. W czasie jego odbudowy w późniejszych latach kilka łusek wmurowano w fasadę, tak na pamiątkę.

Miałem okazję wejść do kościoła, odczekałem chwilę aż skończy się msza św. i oczywiście kilka, bardzo miernej jakości zdjęć udało się zrobić.

Nie powiem, wrażenie swoją wielkością robi, ale żeby z tego powodu na kolana mnie rzuciło? Tak duży kościół w małej wsi? Jest teoria, że miała to być karta przetargowa by przywrócić miejskie prawa. Nie udało się. Przypuszczam, że przeszkodziła temu właśnie I Wojna Światowa.

Wracam przez Stanisławów Nowy i za nim po ok. kilometrze skręcam na wschód by zajechać nad stawy Zgniłe Błota. Pusto. Mimo niedzieli i calkiem ładnej pogody samochodowy parking świeci pustkami. W barowym, parasolowym ośrodku poza dwiema osobami z obsługi i mnie nikogo tu nie ma. Sezon się skończył, słońce zimniejsze … Zresztą, nigdy amatorem tego miejsca nie byłem. Tym razem skusiłem się na herbatkę (drogą jak podwójna kawa) i chwilę rozmowy.

Dalej już jak z bicza strzelił. Ponownie przez Rąbień. Do centrum Łodzi jadę obok dawnych zakładów Lenora. Tyle po nich zostało.

Za to na Piotrkowskiej gwarno. Szykują się jakieś występy. Będzie zabawa, będzie się działo…

Pełna galeria zdjęć w tym miejscu.

 

 

 

 

 

 

Daj znać znajomym o tym wpisie 🙂