Leźnica kolejny raz na kołach

zalew w leźnicy

28-08-2016r.

Nie pamiętam już który to raz Leźnica mi celem podróży na rowerowych kołach. Tym razem na czterech, jedziemy we dwójkę. Dystans nie był za bogaty, za to droga „do” odmienna i fragmentem zupełnie mi nie znana.

Ruszamy z letniego siedliska w Grotnikach troszkę przed południem. Gorąc okrutny, słońce dopieka czyli pogoda wymarzona na wizytę nad wodą i planowaną kąpiel. Śmigamy przez wieś Ustronie i lasem w kierunku Tkaczewskiej Góry. Młodzież obiecała mi przejazd nad Bzurą w miejscu, którego zupełnie nie mogłem skojarzyć.

Faktycznie, w tym zakamarku jeszcze nie byłem. Wyjeżdżając z Tkaczewskiej zawsze trzymałem się drogi, a tu trzeba było jechać prosto, wąską ścieżką, by po chwili trafić na całkiem urokliwą kładkę nad Bzurą.

na Bzurze

Chłodny cień, woda – trzeba chwilę tu spędzić. Kto lubi takie małe miejscówki, tą na sto (albo i więcej) procent się zachwyci.

Bzura, ok. Tkaczewskiej Góry

bobrowisko nad Bzurą

Troszkę zmitrężyliśmy tu czasu. Szkoda było się ruszać, upał naprawdę daje się we znaki. Jedziemy, inaczej być nie może. Ścieżką obok samotnego gospodarstwa do polnej drogi, potem chwilę asfaltem i skręcamy w stronę Anastazewa.

w drodze

Takimi śródpolnymi drogami jechało się naprawdę ciężko. Ogólna susza piachem stoi i nasze wąskie opony raz za razem zakopują się. Taka uroda dzisiejszej rowerowej wyprawki.

Tym razem chciałem pokazać młodej drewniany kościół w Budzynku, jeszcze nie była, nie widziała. Ponownie chwilę asfaltem i znowu pod kołami kopno. Przez wsie Gołaszyny i Skórka. Na moment zatrzymujemy się i zwiedzamy budzyński cmentarz parafialny i po chwili wjeżdżamy do samego Budzynka. Znowu trafiam na odpust. Ludzi cała masa. Trwa właśnie odpustowa Suma. Stoimy więc na drodze przed kościołem i czekamy na zakończenie uroczystości.

procesja w kościele w Budzynku

Oczywiście stroje mamy rowerowe. Nie pakujemy się więc w trakcie do wnętrza kościoła. Dopiero po zakończeniu mszy jest chwila na spokojne zwiedzanie.

Ruszamy dalej. Okolice znam to i w miarę sprawnie się jedzie. Wieś Woźniki, przejazd nad autostradą, Stary Powodów do Różyc Żmijowych. Tu odbijamy w kierunku Leźnicy Osiedle i po chwili parkujemy nad zalewem.

zalew w Leźnicy

Jeju, jakże tu fajnie. Cisza, spokój, chłodny wiaterek od wody. Na plaży ludzi mało. Kilka osób się kąpie. Nie będziemy przecież gorsi, trzeba korzystać.

zalew w Leźnicy

Mieliśmy ze sobą mały prowiant, teraz się przydał. Co prawda w butelkach woda tylko i do tego ciepława od słońca ale co tam, w takich okolicznościach wszystko smakuje wybornie. Moment i po kąpieli wszystko suche. Wsiadamy na rowery, wszak na poobiedni obiad mieliśmy dojechać. Zawsze się spóźniamy. Tradycja?

Od północnej strony okrążamy zalew wjeżdżając na teren ogródków działkowych. Ścieżką wzdłuż zalewu praktycznie nie da się jechać – okrutne wyboje. Dalej znaną mi malutką, ledwie widoczną ścieżką przez łąki w kierunku leźnickiego kościoła. Już opisywałem dość szczegółowo miejsce i chętnych odsyłam do wpisu z 2014r. „Leźnica Wielka raz kolejny„. Wtedy nie odwiedziłem tutejszego cmentarza, dziś więc była po temu okazja.

Główna aleja prowadzi wprost do grobowego mauzoleum rodziny Prądzyńskich, właścicieli Leźnicy Wielkiej.

cmentarz w Leźnicy

cmentarz w Leźnicy

cmentarz w Leźnicy

cmentarz w Leźnicy

Telefonicznie upomnieni i pogonieni zostaliśmy. Wracamy. Droga już tylko asfaltem wyłożona, znana niemal na pamięć. Przez Chrząstów do Parzęczewa. Tu króciutki postój sklepowy by płyny uzupełnić i dalej przed nami Chociszew, Orła i domek.

Dzień pięknie rowerowo spędzony. Miejsca znane i nie znane. Rower jednak daję tę swobodę, drogę i miejsca do których pieszo czy autem trudno trafić.