Niebieskie Źródła w Tomaszowie Mazowieckim czyli nasz dzień.

21-08-2016r.

Plan był inny, może ciekawszy ale za to jedziemy we dwójkę! Czyż może być lepsze towarzystwo niż to, które rowerowo dotarło się na wspólnej wyprawce do Krakowa i szwędaniu się po Podlasiu, które zna się na wskroś i wylot w pionie i w poziomie? Troszkę się targowaliśmy o dystans i stanęło na tym, że odwiedzimy rezerwat przyrody Niebieskie Źródła w Tomaszowie Mazowieckim z opcją zaglądnięcia do Spały. O powrocie mieliśmy zdecydować na miejscu, starczy  młodych sił – jedziemy na kołach, nie starczy – wracamy pociągiem.

Jak to z dziewczęciami bywa, każde wyjście z domu jest spóźnione. Tak czy siak sporo przed południem ruszamy, tym razem z Łodzi. Dlatego wschodni lub południowy kierunek podróży był możliwy.  Pogoda od rana wymarzona, co prawda dzień wcześniej zapowiadano popołudniowe, przejściowe opady.

Oby wydostać się z miasta, potem już sama przyjemność. Ruchliwymi jednak ulicami w kierunku Wiskitna tak by spojrzeć na dwór Giemzów. Nie zabawiamy tu długo i wkrótce jedziemy dalej. Przez Brójce, Kurowice do Rokicin. Taki planowany przy sklepowy przystanek i znowu kręcimy korbą. Aura zaczęła się zmieniać. Jakieś lekkie chmurki, z którymi słońce troszkę walczy, a potem zaczynają nas gonić solidne, ciemne, burzowe chmurzyska.

uciekamy przed burzą

Wkrótce wjeżdżamy do Tomaszowa Mazowieckiego. Przejazd pod drogą S8 i mamy skrzyżowanie – w prawo do Niebieskich Źródeł, w lewo do Spały. Pogoda nie pewna więc bezpieczniej będzie trzymać się miasta skąd mamy bliżej do pociągu. Skręcamy w kierunku centrum miasta.  Łatwo nie jest bo ulice w totalnym remoncie.

Tomaszów Mazowiecki

Rzeka Wolbórka z jednej i drugiej strony mostu, jakże odmienny widok.

Tomaszów Mazowiecki

Potem spory odcinek kostkową ścieżką choć w ładnej zadrzewionej alei i wkrótce zatrzymujemy się przed wejściem do rezerwatu Niebieskie Źródła.

Tomaszów Maz. Rezerwat Niebieskie Źródła

Wszystko fajnie tylko kto pozwolił na ten stolik z balonikami i jakimiś sztucznymi chrupkami? Dla mnie to totalna żenada.

Sam rezerwat całkiem ok. Spacerowiczów sporo. Można by teren trochę lepiej uporządkować, kilka ścieżek więcej i lepiej oznakowanych też by się przydało. Wjechaliśmy w jedną, oznakowaną ale skończyła się na krzaczorach, bez ładu i składu. Źródła jednak wrażenie robią.

DSC09658

DSC09656

i oczywiście my też jesteśmy

DSC09655

Wracamy, pogoda wyraźnie zamierza nas zmoczyć. Już w drodze do centrum zaczyna „uczciwie” padać. Chowamy się pod krótko-dachym przystankiem, teraz takie w modzie. Leje deszcz.

DSC09660

Przemykamy między kroplami do pizzerii i przy obiedzie przeczekujemy największą ulewę. Potem orientujemy się na dworzec PKP. Niestety, informacji czy kas tu nie uświadczysz. Trzeba się wczytywać w plakatowy rozkład jazdy z licznymi dodatkowymi cyferkami, literkami, których wyjaśnienia szukamy w legendzie. Pociąg ma wkrótce być, nie przyjechał, doczytujemy, że w niedziele nie kursuje. Następny za ponad dwie godziny. Czekamy, tyle dobrego, że nie mokniemy. Pojawiają się kolejni cykliści. Czas mija na pogawędkach, tematy wiadome.

czekamy na pociąg

W Łodzi leje jak z cebra. Trudno, pakujemy się z rowerami do autobusu. Nikt nas nie wygonił, nikt uwagi nie zwrócił, nikt nie marudził.

Mimo skróconej wycieczki przez niepogodę, mimo długiego oczekiwania na pociąg to był wyjątkowy czas. Spędzić cały dzień na rowerze z córą – cóż może wydarzyć się przyjemniejszego. I nie ważne dziś były miejsca, ilość przejechanych kilometrów – ważny był Nasz Dzień!

Na powyższym śladzie zapis trasy zgadza się, nie pasują jedynie kilometry, których w rzeczywistości było 64. Tracker dodał podróż pociągiem.