Oporów

16.08.2009r.

Tym razem jedziemy we trójkę. Na Oporów namówiony zostałem przez znajmych. Spory to kawałek od Grotnik więc część drogi pokonamy pociągiem. W Grotnikach kilka lat temu zlikwidowano budynek stacji PKP i od tego czasu bilety kupuje się u konduktora, lub tak jak my to zrobiliśmy dzień przed wyjazdem w Zgierzu. Szkoda budynku bo był całkiem ładny, wymagał gruntownego remontu. Teraz można go tylko zobaczyć na starych zdjęciach.

Grotniki, stacja

tu widok budynku przed jego rozbiórką

Grotniki, stacja PKP

Rano musimy wstać. Odjazd jest chwilkę przed godziną 8,00, a jeszcze śniadanie, pakowanie, prowiant… Wszytko jednak sprawnie i dobrze przed czasem jesteśmy na stacji. Ładujemy się do prawie pustego pociągu, wstawiamy rowery do ostatniego przedziału i jedziemy do Kutna.

w pociagu

Zdaje się, w Łęczycy dosiada się towarzystwo też z rowerami, jak sie potem okaże również jadą do Oporowa. Ok. 10,00 jesteśmy w Kutnie i startujemy. Miasto całkiem puste, przedpołudniowa niedziela. Kupujemy w sklepie, na rynku, wodę mineralną i jedziemy, pytając po drodze, w kierunku ulicy Oporowskiej.

Kutno

Kutno

Szybko wyjeżdżamy z miasta. Pogoda dopisuje, słonecznie i niezbyt ciepło, zapowiada się jednak upał. Zgodnie z mapą mamy do przejechania ok. 15km. Wkrótce…

Oporów

Jeszcze chwila i przez stalową, ozdobną bramę wjeżdżamy na teren oporowskiego zamku, by po chwili stanąć przed celem naszej podróży.

zamek

Niezawodna Wikipedia tak podaje:

W XIV, XV i XVI wieku Oporów był siedzibą rodową sławnej rodziny możnowładczej Oporowskich herbu Sulima. Wojewoda łęczycki Mikołaj z Oporowa lokował tu w latach 1399-1424 miasto i zbudował warownię – fortalicjum. Jego syn – Władysław z Oporowa – arcybiskup gnieźnieński wzniósł w Oporowie obronny zamek, istniejący do dziś oraz ufundował w 1453 klasztor oo. paulinów, obecnie w klasztorze przebywa trzech zakonników. Miasteczko Oporów znajdujące się na terenie dzisiejszego cmentarza nie rozwijało się jednak zbyt pomyślnie, licząc w XVI wieku najwyżej 37 domów i około 250 mieszkańców. Z rzemieślników mieszkali tu głównie rzeźnicy, piekarze, piwowarzy i gorzelnicy. Większość mieszczan utrzymywała się jednak z pracy na roli. Podczas potopu szwedzkiego w 1655 roku zostało spalone i w następnych wiekach utraciło prawa miejskie

Na stronie www.zamkilodzkie.pl jest więcej ciekawych informacji.
Ustawiamy i spinamy rowery na zamkowym podjeżdzie, niemal razem ze współ podróżnymi z pociągu. Kupujemy bilety wstępu i zwiedzamy wnętrza

zamek

zamek

Muszę wspomnieć jednego nadgorliwego, zamkowego strażnika. Pretensje miał do mnie straszne, że bez pozwolenia i bez specjalnej opłaty robię zdjęcia. Nie widziałem zakazu, fleszu nie używałem. Pilnujące panie nic mi sie mówiły, wręcz przeciwnie, z kadru uciekały. Przy wyjściu specjalnie zwróciłem uwagę na cennik. Faktycznie, robienie zdjęć kosztuje 10zł. Dziadostwo.

zamek

zamek

zamek

wokół zamku jest „zielona” fosa

fosa

przy parkowym lwie

lew

klomb

Zrobiło sie wczesne popołudnie, brzuszki zaczęły domagać się prowiantu, słoneczko grzało całkiem mocno, więc ostatni rzut oka na zamek i jedziemy szukać miejsca na biwak.

zamek

W pobliżu są dwa stawy. Pod drzewami, w cieniu, przy orzeźwiającym wiaterku od wody, zasiedliśmy do konsumpcji.

posiłek

posiłek

znalazło się też głodne towarzystwo

piesek

Upał się zrobił więc dłużej sobie siedzimy. Jednak jechać trzeba. W planie mieliśmy powrót do domu na rowerach. Ruszamy. Dziewczynki przodem, sam szukałem kogoś miejscowego by o drogę spytać. Wszędzie sporo turystów, trochę czasu minęło zanim o kierunku właściwym się upewniłem. Gonię więc moje towarzyszki, dojeżdżam do skrzyżowania i … nie widzę ich. Nie wiem, w którą strone pojechały. Czekam chwilę, może zawrócą. Niecierpliwię się już całkiem poważnie. Zaczynam pytać jadących ludzi z obu kierunków, w końcu ktoś je widział. Gnam co sił. Spotykamy się spory kawałek od Oporowa. Wszyscy jesteśmy zdenerwowani, ale zachowujemy spokój. Uspokajamy się.

Jedziemy w kierunku Żychlina i dalej do Bedlna. Ustaliliśmy, że tam zdecydujemyczy jedziemy rowerami do Grotnik, czy też wracamy do Kutna i dalej pociągiem.

Bedlno leży przy drodze krajowej nr 2 z Łowicza do Koła. Dojeżdżamy ok. 14.00 i przy stawie zatrzymujemy się.

Bedlno, staw

Jest naprawdę gorąco. Dziewczynki są zmęczone i widzę, że wolą kierunek Kutna. Postanawiamy przeczekać tu upał, odpocząć. Pokotem więc padamy i robimy krótką drzemkę.

drzemka

Z nowymi siłami, pokrzepieni domową herbatą i wizją obiecanego posiłku w jakimś barze, ruszamy dalej. Jedziemy wspomnianą drogą do Kutna. Równo jak na stole, wieje wiatr, ale słońce dalej daje znać o sobie. W wesołych humorach jedzie się całkiem przyjemnie i bez zbytniego zmęczenia. Wokół pola i trwające, mimo niedzieli, żniwa.

Przed Kutnem dziewczyny zauważają znak: „McDonald, 2km”, jeju, nie mogłem ich już dogonić. W pełnym śmiechu dojeżdżamy do restauracji, odświeżamy się w toalecie, zamawiamy jedzonko,(konieczne są też desery).

Po takich specyjałach, z pełnymi brzuszkami, z usmiechami docieramy do centrum Kutna i na kolejowy dworzec. Bilety, czekamy na pociąg i powrót. W domku jesteśmy ok. 21,00. Dzień zaliczylismy do bardzo udanych. Choć plan nie został wykonany w 100% (wracaliśmy pociągiem) to główny cel osiągneliśmy. Przejechalismy 54km – wesoło, w smutku i znowu wesoło. Będzie co wspominać.

Mapa Polski Targeo
Powered by Targeo® | AutoMapa®