Piątek, Gieczno, takie rowerowe kółeczko.

Piątek

24-07-2016r.

Piątek i Gieczno czyli posadziłem w końcu cztery litery na rowerowym siodełku. Była czysta przyjemność z jazdy, troszkę potu, rowerowej opalenizny, troszkę zwiedzania czyli takie całkiem przyjemne rowerowe kółeczko ze startem i metą w Grotnikach.

Miało być zdecydowanie dalej, planowałem, wczytywałem się, ekranowy kursor po kilku mapach śmigał… Noc jednak była zbyt ciepła, perseidy pokaz zapowiadały. Ranki za to najlepsze na sen. Ta niedziela miała być jeszcze dalej, jeszcze dłuższa, jeszcze ciekawsza. Żesz!

Na Piątek więc, do samego krajowego środka by choć część planowanej trasy zaliczyć. Pogoda zbytnio dopisuje, bezwietrznie. Przez Ozorków, tym razem bez zwyczajowej kawy na Lotosie, pierwsza była przed wyjazdem. Potem Ambrożew i przystanek w Górze św. Małgorzaty. Sklepowe zimne napoje, małe i słodkie co-nie-co i oczywiście banany. Schładzam się w cieniu na głównym placu. W kościele za chwilę rozpocznie się Suma to i ruch zwiększony. Sporo aut się zjeżdża, białe koszule i kwiaciaste sukienki, młodzi w swoich grupkach z trochę skrywanymi w dłoniach butelkami piwa, pełno wiejskich, rozklekotanych rowerów.

wjazd do Góry św. Małgorzaty

Asfalt prosty i płaski, lekko pognieciony rolniczym sprzętem, na wschód. Bryski, Żabokrzeki, Górki Łubnickie (prawda, że piękne nazwy?). Potem lekko na północ i nadal płasko. Wokół uprawne pola, warzywne zagłębie. Pełno wszystkiego i na moje, mieszczucha oko zdaje się całkiem dorodne warzywa.

pola pełne warzyw, tu akurat kapusty

Przy jakiejś strudze, a może to Moszczenica, przy mostku, załapuję się na kwaśne gruszki, jeszcze tydzień słońca potrzebują i można robić trasę „na gruszki”. Za chwilę Pokrzywnica i wkrótce …

wjazd do Piątku

Nie byłem przygotowany na zwiedzanie, a jest co podziwiać, jest gdzie zajrzeć, oczy i duszę nacieszyć.  Wrócę tu lepiej przygotowany. Tym razem jedynie oczywiste „środkowe” zdjęcie.

oczywiście zdjęcie przy ...

Chwila rozmowy z sakwiarzami z Lublina, z kwaterą w Zgierzu – rowerami objeżdżają okolicę. Kolejne schładzanie, tym razem w orlenowskiej klimatyzacji przy małej kawie i sporym hot-dogu. Wcale mi nie smakowało ale głoda trzeba było jednak jakoś zagłuszyć.

Późno się wstało, późno wyruszyło w drogę to i godziny jakoś szybciej uciekają. Nie można się ociągać. Teraz drogą wojewódzką nr 702 na południe. Jakże nudno, samochody dostarczają jedynie jakiejś „rozrywki” gdy zbyt blisko rowerzysty przejeżdżają.

w drodze powrotnej płasko i nudno, DW 702

Gorąco, nagrzany asfalt piecze niemal w stopy. Tuż za Konarzewem, po prawej, zatrzymuję się przy hodowlanych stawach. Ptasie odgłosy mnie zwabiły. Trochę tu dziko, trochę zaniedbanie i pewnie to jest powodem, że taki tu ptasi gwar.

prywatne, duże stawy hodowlane huczały ptactwem

I znowu ta nudna, gorąca droga, i te bliskie samochody. Czasami myślę, że ci „źli” kierowcy często rozmyślnie chcą mną „zabujać”, a gdy się im uda widzę ich taki kreskówkowy, „gargamelowski” uśmieszek. Z kolei ci, którzy omijają cyklistów z dużym zapasem to, zdaje się, również dwukołowo zakręceni zatraceńcy, zazdroszczący każdemu mijanemu rowerzyście.

Wjeżdżam do Gieczna i z daleka widzę rozstawione wzdłuż szosy odpustowe stragany. Ludzi masa. Kolejny raz białe koszule, wysokie obcasy… Baloniki, koraliki, lalki, cukrowa wata, obwarzanki, oranżada… Ciekawe czy jeszcze są pistolety na kapiszony, takie na papierowym paseczku?

w Giecznie duży jarmark odpustowy

Wkrótce zatrzymuję przy drewnianym kościele p.w. Wszystkich Świętych i św. Jakuba. Już po Sumie, mam okazję wejść na chwilę.

wnętrze kościoła w Giecznie

Znacie muszelkowe szlaki św. Jakuba prowadzące do Santiago De Compostela w Hiszpanii? Tak to ten Jakub, zwany też Wielkim jest tu patronem. Ten sam, który pieczę sprawuje nad Hiszpanią i Portugalią, pomaga w walce z islamem, opiekę sprawuje nad zakonami rycerskimi, pielgrzymami i nie tylko tymi, którzy jakubowym szlakiem przez całą Europę wędrują by chwilę z modlitwą przy jego relikwiach w Santiago spędzić.

W samym kościele, czy raczej kościółku (ze względu na jego wielkość) całkiem na bogato. Sześć ołtarzy. Oczywiście ten główny jest najbardziej okazały. I tu ciekawostka. Otóż umieszczono w nim dwa (!) obrazy na siebie nałożone. Na stałe wmontowany jest obraz z wizerunkiem Matki Bożej, okrytej metalową szatą z Dzieciątkiem. Drugi obraz, jako zasłona, przedstawia Jezusa błogosławiącego tłum świętych. Stąd też patronat kościoła.

pamiątkowa tablica w kościele

W czasie II Wojny Światowej w Giecznie działała placówka Armii Krajowej, dlatego na ścianie kościoła zawisła taka, pamiątkowa tablica.

kościół w Giecznie

Dalej w drogę. Zostawiam Gieczno z jego odpustem, chwilę jeszcze jadę tą wspomnianą wcześniej drogą i za Rogóźnem odbijam na zachód. Przejazd w Kotowicach nad Moszczenicą fajnym, drewnianym mostkiem. Czy tu kiedyś był młyn? Pozostały jakieś fundamenty.

kolejny przejazd nad Moszczenicą

Kawałek fajnej choć troszkę zapiaszczonej drogi do Bądkowa. Potem Katarzynów, Sokolniki, Emilia i przy lućmierskim pomniku w Grotnicki las. Jak w domu.

Daj znać znajomym o tym wpisie 🙂