„Szatan”

27-02-2016r.

Wolna sobota, właściwie to zaplanowana jako wolna bo pracy sporo. Aura miała sprzyjać i tak było. Od dawna pomysł na rowerową ścieżkę się krystalizował. Troszkę sceptycznie do własnego pomysłu podchodziłem, bo to jakby nie patrzeć jeszcze zima, luty. Chciałem zdążyć przed 1 marca, przed dniem pamięci o Żołnierzach Niezłomnych. Tak, zdecydowanie bardziej wolę tę nazwę, choć bliżej mi do innej, ale o tym później.

Zimny ranek, sprawdzałem już kilka minut po 6.00. Czy palce stóp na zimnie wytrzymają? Kilka chwil po 9.00 jestem w drodze. Kierunek południowy, najpierw Pabianice, skrót przez osiedle, kawa na stacji i heja na Bełchatów. Ciepło. Dobrze jest.
DSC09305

Gdzieś w pół odległości do Bełchatowa odbijam na wschód, pakuję się w piach. Nie tak miało być. GPS szaleje – mgła ma na to wpływ? Droga za wcześnie, kierunek jednak ok.

DSC09314

Wieś Stradzew. Zaczyna się dzisiejsza historia i to nie rower ma być jej bohaterem.

W 1923r. urodził się tu Ludwik Danielak. Rodzice mieli całkiem spore gospodarstwo. Czworo rodzeństwa, trzech braci i siostra. Matka umiera w 1935r. Trzeba ojcu pomagać w pracy. Ludwik przerwał edukację na czwartej klasie. Potem czas wojny. Bliska granica Generalnego Gubernatorstwa i III Rzeszy kusi. Razem z bratem trochę szmuglują spożywkę. W trakcie jakiejś ucieczki ginie brat. Ludwik chwilę ukrywa się, najmuje się do pracy w obcym gospodarstwie by uniknąć wywozu na roboty do Niemiec. Tak zastaje go koniec wojny. Wraca do rodzinnej wsi i już w kwietniu 1945r. żeni się. Pewnie wcześniej młodzi byli „po słowie”. Już razem przeprowadzają się do Woli Krzysztoporskiej.

Cztery dni po ślubie otrzymuje powołanie do wojska, do Tomaszowa Mazowieckiego. To wezwanie odmienia życie Danielaka. Co tam się wydarzyło, że wkrótce chłopak dezerteruje? Znalazłem przekaz, że nie chciał walczyć z „leśnymi bandami”. Może to przełożeni w polskich mundurach, mówiący tylko po rosyjsku skutecznie zniechęcili do służby? Zabrał ze sobą broń i wrócił do Stradzewa. Nie chciał narażać żony. Ukrywał się w rodzinnym gospodarstwie przez rok. Przed wizytami oddziałów KBW ostrzegali sąsiedzi i na ten czas uciekał do lasu. Miał dość okazji by napatrzeć się na metody wprowadzania nowych porządków, sowieckiej „demokracji”. Miał dość takiego życia, niesprawiedliwości, złodziei i bandytów panoszących się jako nowa władza. Nie mógł wrócić do domu, do żony,. Pewnie ją szykanowano przy okazji poszukiwań dezertera. Danielak chciał działać. Znalazł kontakt i wstąpił do oddziału Służby Ochrony Społeczeństwa w ramach Konspiracyjnego Wojska Polskiego. Wkrótce w Piotrkowie Trybunalskim wykonuje pierwszy wyrok śmierci na funkcjonariuszu UB. W czasie innych akcji zdobywał fundusze na działalność, to były tzw eksy na instytucje państwowe. Sporo się działo. Miał duże poparcie w lokalnym społeczeństwie i tu pilnował porządku. Ludzie ufali leśnym widząc w nich jedyną ochronę. Śmierć była ostatecznością, częściej wymierzał karę chłosty. Wyobraźcie sobie komendanta posterunku MO, czy naczelnika jakiegoś urzędu, który przed swoimi podwładnymi dostaje lanie na gołą d… Dawało do myślenia innym i zapewne skutecznie nie jednego powstrzymało przed niegodziwością.

Różnie potem toczą się losy Danielaka. Najbardziej znany jest pod pseudonimem „Bojar”, także „Lotny” i oczywiście „Szatan”. Po upadku KWP Danielak w stopniu podporucznika zostaje sam ze swoim oddziałem. Zna teren, ludzie go popierają, stara się być uczciwym, karze i nagradza. Zabierając pieniądze z państwowych placówek zawsze wystawia pokwitowania, nawet na wyższą sumę. Władza je honoruje i braki uzupełnia. Odział raz się powiększa to znów topnieje. Prześladują rodzinę. Brat nie przeżył przesłuchań Urzędu Bezpieczeństwa, ojca wypuścili, ale wkrótce zmarł na skutek obrażeń. Dalsza rodzina szykanowana mandatami, obowiązkowym, stałym stawiennictwem w MO, domiarami podatkowymi…

Mniej więcej od 1949 oddział to właściwie pojedyncze osoby. Bojar nadal chodzi na eksy, wymierza kary, odstrasza czerwonych. Musi jednak ograniczać się, wokół pełno donosicieli, wielu jednak nadal mu pomaga.

Ze Stradzewa kieruję się do Bełchatowa. Latem 2013r. odsłonięto tam piękny mural poświęcony Niezłomnym. Po kilku dniach został oblany farbą. Dziś wygląda jednak niemal jak nowy.
DSC09317
Obraz wzbudził dyskusję. Jak czytam wiadomości to widzę, że trwa ona do dziś. Prezentowani na muralu żołnierze działali w tutejszym regionie. Najgłośniej protestują potomkowie osób ukaranych czy też rozstrzelanych przez choćby Danielaka. Nie przyjmują do wiadomości historycznych faktów. Mają prawo, mogę zrozumieć ich żal ale braku wiedzy i uczciwości nie rozumiem.

Jak już Bełchatów to oczywiście zaglądam do baru. Jadąc kilka lat temu do Krakowa jadłem tu pyszne pierogi. Dziś ich brakło dla mnie, trochę pośmialiśmy się z kucharkami ze mnie, że jechałem tu z Łodzi na pierogi. Flaczki też wyborne, polecam miejsce kolejny raz.
DSC09322
Teraz obieram kierunek na Wolę Krzysztoporską. Muszę się przyznać, że merytorycznie byłem lepiej przygotowany, logistyka tym razem całkowicie leżała.
DSC09327
W Woli Krzysztoporskiej do dziś żyje żona Danielaka. Tak przynajmniej dowiedziałem się od miejscowych. Syn prowadzi całkiem sporą piekarnię. Nie mam czasu by tam zaglądać. Jadę jedynie na tutejszy cmentarz. Ma tu być symboliczny grób Lotnego. Szukałem, z miejscowymi rozmawiałem – nikt nie wie. Nie znalazłem. W każdym razie jak pytałem o grób Danielaka to każda osoba wiedziała o kogo chodzi, dobre i to.
DSC09331
Kilka rozmów, jedne przyjemne inne mniej, nie wdawałem się w dyskusję. Nie wiedziałem ile mam czasu. Mój planowany pociąg już i tak odjechał z Piotrkowa, a następny…?

Jakbym dopiero co wsiadł na rower, tak mi ten odcinek się jechało. Z Bełchatowa do Woli przechodziłem jakiś kryzys. Oj ciężko było, ileż razy się zastanawiałem „po co mi to było” (też tak macie?), ileż razy tłumaczyłem sobie, że wszystko od głowy się zaczyna, ale nogi gadały swoje.

Zdjęcie z ręki w czasie jazdy, jakie jest, każdy widzi. Mój starutki Sony’ak w ciemnościach nie daje rady, poza tym dzielnie służy.
DSC09332
Wspominałem już, że w Piotrkowie Trybunalskim Danielak miał swój chrzest bojowy. Sam przeprowadził dochodzenie w sprawie śmierci sołtysa z pobliskich Woźnik, znalazł winnego funkcjonariusza UB i wykonał na nim wyrok śmierci.

W końcu widzę ładnie odrestaurowany budynek dworca kolejowego. Czysto i schludnie, jest gdzie usiąść, można kupić posiłek, napoje – korzystam. Szkoda tylko, że (zapewne) brakło funduszy na remont peronów.
DSC09333
Trochę szczęścia, pół godzinki i jestem w pociągu. Po godzinie z małym haczykiem wysiadam w Łodzi Kaliskiej.

Danielak ukrywa się. Eksy stają się bardzo niebezpieczne. Pomagają znajomi i całkiem obcy ludzie. Są za to szykanowani, za karę i bez kary palone są całe gospodarstwa. W marcu 1954r. nocuje w Łodzi przy ul. Lutomierskiej, już tu bywał, zawsze było bezpiecznie. Tym razem na skutek donosu, rankiem do mieszkania wkraczają funkcjonariusze WUBP i dokonują aresztowania. Bojar zupełnie zaskoczony nie zdążył sięgnąć po broń. Dodam, że z Warszawy przyjechała do Łodzi specjalna grupa funkcjonariuszy okupacyjnej władzy, która zajmowała się polowaniem tylko na „Lotnego”.

Śledztwo, przesłuchania, katowanie, bicie. Jak czytałem opisy to… klucha w gardle. Dziś wiemy, że Szatan nie poddał się, nie uległ. Jego zeznania nie zaszkodziły nikomu, nie skrzywdził, nie zdradził tych z którymi walczył, którzy mu pomagali. Proces w grudniu. Nadal się go bano, dostał specjalną eskortę, spodziewano się ucieczki, próby odbicia. Kara śmierci. Po procesie umieszczono go w więzieniu przy ul. Sterlinga. Wyrok wykonano w sierpniu 1955r. w więzieniu przy ul. Kraszewskiego. To już dwa lata po śmierci Stalina i powoli zaczynała się tzw polityczna odwilż. Wielu politycznie skazanym łagodzono wyroki.

„Bojar” na prawdę o sobie czekał długo. Decyzją Sądu Wojewódzkiego w Łodzi z 12 sierpnia 1992 r. został zrehabilitowany, tym samym przywrócono mu wszystkie należne honory.

Dziś, dzięki łódzkiemu oddziałowi IPN wiemy, że Danielak i dwudziestu ośmiu innych Niezłomnych jest zakopanych (o pochówku trudno tu mówić) w bezimiennych grobach na cmentarzu Doły przy ul. Smutnej. Często na ich szczątkach odbywały się następne pochówki. Z tego co wiem, to czynione są starania by jeszcze w tym roku przystąpić do poszukiwań, identyfikacji i należnych, uroczystości pogrzebowych.

DSC09347

DSC09348
Ludwik Danielak, prosty chłop, bez wykształcenia. Podczas II WŚ nie był w Armii Krajowej, nie walczył z bronią. Zajmował się szmuglem, ukrywał się przed wywózką do Niemiec. Co nim kierowało, że podjął walkę z kolejnym najeźdźcą? Co takiego się stało w głowie 23 letniego chłopaka, że wybrał las, ucieczkę, wojnę, głód, wszy, spiekotę, zimno, mróz i deszcz, powszechną śmierć, życie wilka, który kąsa i ucieka. Sądzę, że już od początku lat 50 wiedział, że jego walka skazana jest na przegraną, że ostatecznie przypłaci ją własnym życiem.

Zwalczał donosicieli, zwykłych bandytów, złodziei. Karał PPRowców, upominał chłostą milicjantów ale i w każdej z tych grup miał swoich współpracowników, którzy służyli mu informacją. Karał śmiercią swoich podwładnych za akty gwałtu, grabieży, choć to były przypadki jednostkowe. I przede wszystkim walczył z sowieckim okupantem.

Wyklęty? Niezłomny? Bliższe mi określenie – Powstaniec. W liczbie ponad 150tys. ludzi pod bronią i następnych setek tysięcy im pomagających. Wg jednych źródeł w czynne działania anty sowieckie zaangażowanych było co najmniej ok. 1 miliona ludzi wg innych kilkakrotnie więcej i oczywiście ogólno krajowy zasięg. Czyż to nie było kolejne Narodowe Powstanie?

DSC09350

Czemu akurat pojechałem małym śladem „Bojara”? Wydał mi się największą zagadką. Prosty, wiejski chłopak, który wcześniej walczył tylko o własne przetrwanie stał się z dnia na dzień Narodowym Powstańcem. Świadomie w ciemno kładł na stole największą stawkę wielokrotnie zgarniając pulę. Ale jak to z wilkiem bywa, ponieśli i jego.

Polecam dwa teksty o Danielaku, pierwszy Jerzego Targalskiego i drugi Mileny Bykowskiej. Oczywiście szczegółowiej i ciekawiej od tej mojej pisaniny.

To tak się przejechałem by zgłębić nieco temat jednego z uczestników Antykomunistycznego Powstania z lat 1945-1963. Moja ukochana pochodzi z opisanych terenów. Nie znała tej historii. Czytałem nazwy miejscowości i w odpowiedzi: znam, tam mieszkała koleżanka z klasy, tam ciotka…

…ale to parę lat później było, ale to temat na… kolejną wycieczkę?

Więcej zdjęć z podróży tym razem w tej galerii, zapraszam i tam.

Daj znać znajomym o tym wpisie 🙂