Mikołajewice, Wodzierady, cyklogrobbing i spotkania rowerowe

11-11-2014r.

Kolejny raz przyszło mi jechać tymi samymi ścieżkami. Na dzisiejszy dzień jako główny cel obrane miałem zwiedzanie dwóch starych, ewangelickich cmentarzy. Gdybym był bardziej ciekawski i zapewne dokładny w studiowaniu map to zajechałbym do dzisiejszych celów już podczas wycieczki do Wymysłowa Piaski. Nie ma jednak tego złego… dziś dzień wolny… Pogoda początkowo niezbyt zachęca do rowerowania ale prognozy nie zapowiadały opadów. Pochmurnie i jakby przymglone wszystko było.

Początki ponownie przez łódzką Retkinię. Na wysokości oczyszczalni ścieków odbijam w lewo, w lasek by skrótem dojechać do Gorzewa.

skrótem przez lasek

Jesień to i kolorowo. Lasy wyglądają … nie ma co opowiadać, trzeba to samemu podziwiać, a prze-kolorowe obrazy będą mi dziś towarzyszyć przez większość dnia.

W Gorzewie znam malutki sklepik i do niego się kieruję. Mimo, że dziś świąteczny dzień i teoretycznie wszystko winno być pozamykane to wierzę, że ten sklepik będzie otwarty. Małe zakupy na popitek i popasik, płacę, wychodzę i… dosłownie nadziewam się na wielokrotnie już przeze mnie wspominanego MrScotta, czyli Tadeusza Nowińskiego. Bach i kolejne spotkanie, obok stoi inny łódzki cyklista-blogger, Piotr Re, autor Roweru Piotra. Zdziwienie moje było spore, bo cóż oni tu robili, mieli dziś jechać do Poddębic, a to nie była najkrótsza droga. Zaskoczenie zresztą było chyba obopólne 🙂

spotkanie

Chwila na rozmowy, na małe foto strzelanie by spotkanie upamiętnić (tak wiem, reklamowe tło na zdjęciu udało się ;)) i wspólnie wsiadamy na rowery by kawałek razem się przejechać. Przy rozjeździe w Pabianickiej Górce żegnamy się i wszyscy kierujemy się w swoje strony. Dla mnie tu zaczęła się szutrowa droga w kierunku Woli Żytowskiej.

szutrem

Dobrze znanymi drogami dojeżdżam wkrótce do po kopalnianych, po cegielnianych stawów. Mimo, iż znam miejsce już dobrze to chętnie tu wracam i zatrzymuję się.

staw

Dalej do Wymysłowa Piaski. Szutrem, potem leśną drogą. Mijam skręt do pierwszo-wojennego cmentarza, na chwilkę zatrzymuję się na rozmowę z grzybiarzem. O dziwo (połowa listopada) w koszyku ma całkiem sporo różnych grzybów. Wkrótce trafiam na pierwszy z dzisiejszych celów, stary, już nie czynny, choć nie zapomniany cmentarz ewangelicki.

cmentarz ewangelicki

Cmentarzyk malutki, ledwie kilkanaście mogił, Większość otoczona małym, betonowym murkiem. Jest kilka większych, betonowych nagrobków. Wszystko omszałe, porośnięte mchem. W sieci wyczytałem, że chowani tu byli przed ponad stu laty francuscy osadnicy i od tych mniej więcej czasów cmentarz pozostaje nieczynny. Tylko, w takim razie co tu robi tabliczka z 1962r? Na niektórych grobach leżą świeże kwiaty, stoją nowe, choć już wypalone znicze. To zapewne po niedawnym Święcie Zmarłych.

cmenarz ewangelicki

Dalej w drogę, a ta sama prowadzi do kolejnego miejsca, które miałem zwiedzić. Cały czas leśną drogą, raz lepszą to znów trzeba kawałek przepchnąć rower przez piach czy też oprowadzić wokół sporych błotnych kałuż. Cicho, pusto, żywej duszy nie uświadczysz. W takim otoczeniu już na skraju lasu trafiam na kolejną ewangelicką nekropolię. Ta już należy do pobliskiego Wysieradza. Tu chowani byli Niemcy, zamieszkujący tę bliską wieś. Cmentarzyk wydaje sie nieco większym od poprzedniego, zachował się częściowo graniczny, ceglany mur.

cmentarz ewangelicki, Wysieradz

Całość jednak bardzo zaniedbana, zarośnięta totalnie. Widać, że nikt o miejsce nie dba od bardzo dawna, choć i tu na niektórych nagrobkach stoją świeżo wypalone znicze.

Wodzierady, cmentarz ewangelicki

cmentarz ewangelicki, Wysieradz

Sporo podobnych, ziemnych, otoczonych murkiem mogił ale i kilka całkiem sporych nagrobków. Wszystko równie omszałe i mchem porosłe. Podobno jest kilka grobów żołnierskich z czasów I Wojny Światowej, nie odnalazłem lub odczytać nie mogłem. Pewnie dlatego na mapie zaznaczony miałem cmentarz jako wojenny.

cmentarz ewangelicki, Wysieradz

Tu właściwie las się kończy. Drogi bardziej polne, choć jeszcze całkiem sprawnie można po nich jechać. Kieruję sie w kierunku Huty Janowskiej.

Wodzierady, Huta Janowska

Całkiem urokliwie.

Huta Janowska

W końcu trafiam na asfalt, odbijam w prawo, na północ i dojeżdżam do skrzyżowania. Na wprost doskonale by się jechało do Mikołajewic, za to w towarzystwie nielicznych dzisiaj samochodów. Co tam, kieruję się lekko po skosie w polną, bardzo piaszczystą drogę do lasu, też do Mikołajewic ale małym skrótem. Będzie ciszej,przyjemniej i na pewno nie nudno 🙂

las, Mikołajewice

W porównaniu do poprzedniej leśnej drogi to tu, można powiedzieć, tłok niemal był. Kilka saren, dwoje spacerowiczów i jeden biegacz 🙂 Jak las już się skończył to i taka droga się trafiła. No weź tu przejedź, przejdź…

droga, Mikołajewice

Oczywiście w Mikołajewicach chciałem spojrzeć na postępy prac przy remoncie kościoła. Nowe szaty, czyli oszalowanie zakończyło się. Pachnie jeszcze niedawno położonym impregnatem na deskach. Ładnie wygląda. Po robotnikach pozostała tylko drabina.

Mikołajewice, kościół

Stąd na zachód w kierunku Wodzierad. Chciałem spojrzeć na tamtejszy dworek, czy raczej, pamiętając opis jego rozmiarów, dwór modrzewiowy. Kilka kilometrów dobrym asfaltem szybko mija i wkrótce jestem w granicach miejscowości. Głód mnie złapał jakiś, a zakupione wcześniej zapasy już pożarłem to i na poszukiwanie sklepu się udałem. Zakupy w małym domku, malutkim sklepiku, za to z wielkim, starym i ryczącym telewizorem. Na zewnątrz też wcale nie skromny ogródek piwny, no bo co chłop, prawda, że już nie pańszczyźniany ma po orce robić? Kiedyś do karczmy, dziś do przy sklepowego ogódka na piwo i plotkarskie, wiejskie njusy idzie. Tu też się dowiedziałem, że dwór płotem ogrodzony i nic nie zobaczę. Jako, że do domu jeszcze kawałek mam to i rezygnuję z eksploracji. Dni jednak całkiem krótkie już.

Na południe w kierunku Chorzeszowa, wygodnym asfaltem. Zatrzymuję się jeszcze na mostku nad Pisią. Ładnie meandruje.

rzeka, Pisia

W Chorzeszowie skręcam na wschód do Ludowinki. Cały czas asfalt. Pusto jednak na drodze to i przyjemnie się jedzie

Ludowinka

Właśnie za Ludowinką w małym lasku zatrzymałem się na chwilkę, no musiałem przecież 😉 Jak wracałem do rowerka to minął mnie rowerzysta. Nie wyglądał na rolnika, który jechał do kumpla z pobliskiej wsi. Wkrótce go doganiam. Zaczynamy rozmawiać. Od słowa do słowa okazuje się całkiem sprawnym pabianickim turystą również totalnie cyklozą zarażonym. Niepozornym rowerkiem, mając sporo emeryckiego czasu podróżuje sobie po okolicach. Jak się pochwalił często robi wycieczki w granicach 150km. No szacun. Nie używa komputera więc i internetu, nie posiada telefonu, nawet stacjonarnego i … no żyje, normalnie żyje w tym szalonym, wszech-internetnym świecie XXI wieku. Tak sobie razem jedziemy gaworząc, opowiadając o odwiedzonych, ciekawych miejscach i jakoś całkiem szybko wpadamy do Pabianic.

Pabianice

Na rozstajnych drogach zatrzymujemy się na chwilkę, jeszcze parę słów, pamiątkowe zdjęcie i rozjeżdżamy się. No gość. Jak spotkacie człowieka na swojej drodze to pozdrowienia ode mnie przekażcie 🙂 Innego kontaktu brak.

Dzień pod znakiem spotkań i typowego, tzw rowerowego cyklogrobbingu. Pogoda dopisała. Po chmurnym przedpołudniu zrobiło się zdecydowanie jaśniej, a i słońce, choć troszkę słabo ale jednak czasami się przebijało. Ujechałem lekko ponad 73 pełnych wrażeń kilometrów.

I oczywiście zapraszam do pełnej galerii zdjęć.